Catherine
Obudziłam się z dość dużym kacem, w nieznanym mi pomieszczeniu, w samej bieliźnie. Brawo, Cat! Podniosłam się do pozycji siedzącej, do moich piersi przyciągając kołdrę koloru cappucino. Na podłodze leżały moje ubrania. Zerknęłam w bok i ujrzałam śpiącą twarz jakiegoś kolesia, z burzą loków na głowie i uroczymi dołeczkami. Jednym, zwinnym ruchem zabrałam swoje rzeczy z ciemnych paneli, po czym, owinięta kocem, ruszyłam do łazienki. Przywróciłam do porządku niesforne, czerwone włosy, makijaż ( na szczęście miałam eyeliner, błyszczyk i tusz do rzęs w torebce ) po czym ubrałam się w to, co wczoraj. Przyjrzałam się moim ciuchom. Wow, nie wiedziałam, że kiedyś założę to sukienkę. I te szpilki. No, ale cóż. Zanim wyszłam, obdarzyłam jeszcze przelotnym spojrzeniem chłopaka.
– Miło było! – mruknęłam, po czym zatrzasnęłam drzwi. Rozejrzałam się po okolicy. Hmm, jedna z tych bogatszych w Saint-Nazaire. Duża, biała willa z basenem. Sayonara, baybe!
Szybkim krokiem ruszyłam w stronę mojego domu. Domu, czyli starej, opuszczonej kamienicy, bez bieżącej wody i ogrzewania. Ale to zawsze coś. Głowa nadal mi pękała. Wyjęłam z torby ostatniego w paczce papierosa i głęboko się zaciągnęłam. Pchnęłam stare drzwi mojego mieszkania, gdzie czekała mnie niespodzianka. Niall, we własnej, skacowanej tak samo jak ja, osobie.
– Gdzie spędziłaś noc? – zapytał, wstając z poniszczonej kanapy.
– Właśnie. Gdzie ja spędziłam noc? Tego nie wiem. Urwał mi się film, skarbie. – powiedziałam oschle, zaciągając się, po czym gasząc peta w popielniczce.
Wypuściłam dym z płuc, czekając na jego reakcję. Ale gdy po minucie taka nie nastąpiła, sięgnęłam po Jack Danielsa, stojącego na stoliku. Odkręciłam butelkę, po czym wzięłam kilka potężnych łyków alkocholu. A potem jeszcze więcej, aż się skończył. Czułam, jak procenty buzują mi we krwi.
– Masz jakieś mocne zioło? – wymamrotałam, siadając na kanapie. – Potrzebuję.
– Jasne. Masz. – rzucił mi rurkę, a ja wzięłam ją do ust. Po kilku minutach odłożyłam ją na miejsce. Wstałam i złapałam twarz blondyna w ręce.
– Nie przejmuj się tym tak.. Przecież wiesz, że żadna noc z nieznanym kolesiem z klubu mnie nie złamie. – wyszeptałam, po czym wpiłam się zachłannie w jego usta.
– Doskonale o tym wiem. – powiedział, po czym odciągnął mnie od siebie. – Ale widzę, że już planujesz kolejną noc w klubie.
– Dokładnie, Niall. I tym razem nie zostawiajcie mnie z Zayn'em samą, schlaną do nieprzytomności, dobra? – powiedziałam ostro, po czym, zabierając ze sobą Maryśkę, wyszłam na hol. Byłam na nich zła, więc, wyrażając zwykle w ten sposób wściekłość, zachłannie zaciągałam się. Uchyliłam drzwi mieszkania, wrzucając mu w ręce resztę zioła.
– Kobiety. – mruknął posępnie, biorąc łyka piwa, po czym zniknął w kuchni. Westchnęłam i weszłam do środka, kierując się w stronę szafy. W "łazience" przebrałam się w wyblakły t-shirt Nirvany i wytarte, dziurawe, jeansowe rurki oraz lity. Włosy związałam w koka, po czym wyszłam z domu.
Nataly
Otworzyłam oczy. Zegar na stoliku nocnym wskazywał piątą czterdzieści. Idealnie. Wygrzebałam się z łóżka, spoglądając w okno. Już jasno, wieża Eiffla również idealnie widoczna. Szybko umyłam się, ubrałam i uczesałam. Złapałam walizkę, po czym otworzyłam szeroko okno. Wyrzuciłam przez nie bagaż, po czym stanęłam na parapecie i skoczyłam na grządkę miękkich stokrotek. Udało się. Otrzepałam ubranie z ziemi, po czym pobiegłam najszybciej jak umiałam w kierunku autostrady. Przystanęłam niedaleko, po czym machnęłam na taksówkę. Wsiadłam do niej.
– Pod stację metra w centrum miasta. Szybko! – powiedziałam, pakując taksówkarzowi w ręce kilka euro. Zaczął jechać. Dobra. Mam kasę, gdzie się zatrzymać w Saint-Nazaire, a także plan na życie. No i bilet. Nie będzie najgorzej, pomyślałam, wysiadając z taksówki. Zbiegłam w dół schodami, po czym wsiadłam do metra, odjeżdżającego właśnie do Saint-Nazaire. Na pewno będą mnie szukać, bo ozdobna kartka z napisem ,,Nie martwcie się. Jestem w bezpiecznym miejscu. Nie dzwońcie, nie piszcie. Kiedyś wam to wytłumaczę. Kocham was!" na łóżku im nie wystarczy. Przeczesałam palcami włosy, patrząc, jak za oknem miga kolejny ciemny tunel.
Kariero, nadchodzę.